Nikt przy zdrowych zmysłach nie zaprzeczy, że postęp technologiczny jest fajny. Oglądając mecze, nie musimy zastanawiać się, po której stronie gra zawodnik widoczny na ekranie, a pobieranie załącznika w e-mailu nie wywołuje w nas obaw przed następnym rachunkiem za telefon. Jest też jednak druga strona medalu.

Zaczęło się od pewnego smutnego wpisu o 4K, które ma pojawić się w nowej edycji konsol Microsoftu. W tych od Sony – raczej nie. Ktoś złośliwszy ode mnie pewnie nie dostrzegłby w tej notce niczego, poza bólem tyłka użytkownika PS4, który nie dostanie 4K w nowszej edycji swojej ulubionej konsoli. Ale to nieprawda! Jest tam parę cennych uwag:

[4K] To nic innego jak marnowanie zasobów i możliwości konsol. Rozdzielczość ta jest tak zasobożerna, że nie wystarczy na nic innego. I tak oto, będziemy mieć piękne 4K przy ustawieniach graficznych na low/medium. Takie odpowiedniki ustawień pc, mamy obecnie na konsolach. W porywach niektóre parametry dochodzą do high. Np. cienie w Wiedźminie 3 na konsolach to low i poniżej. Czyli są chujo.. albo w ogóle ich nie ma. Tak, fantastycznie to będzie wyglądać w 4K.

Od podwyższenia rozdzielczości  na ekranie nie przybędzie więcej npc, więcej drzew, trawy, lepszych cieni, czy filtrowania tekstur. Postacie czy auta nie będą zbudowane z większej liczby polygonów. Zdecydowanie, zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest pozostanie przy 1080p i podwyższenie wszystkich elementów graficznych.

Autor zwala wszystko na marketing. Ja się z nim zgadzam. 4K ładnie wygląda w reklamach, więc rynek to szybko połknie. A jakie będą z tego korzyści dla graczy? Takie, jak w cytacie – żadne. Czy dodatkowe zasoby, w które zostaną wyposażone nowe konsole zostaną użyte do czegoś więcej, niż obsługi tej rozdzielczości? Wątpię. Oby nie skończyło się na zwykłym upscalingu.

Dość zabawnie komponuje się z tym test, który możecie obejrzeć na kanale PhoneBuff. David Rahimi porównuje w nim iPhone 6s Plus z Samsungiem Galaxy Note 7, który ma o wiele większą rozdzielczość ekranu i dwa razy więcej pamięci RAM.

Test polegał na mierzeniu, ile czasu zajmuje uruchamianie kilkunastu aplikacji po kolei, wykonanie w każdej jakiejś czynności, a potem powtórzenie cyklu. Aplikacje nie były zamykane między cyklami. Jaki był wynik?

Cóż, powiedzmy, że od cudownych możliwości, które oferuje sprzęt jest jeszcze daleka droga do komfortu używania. I każda próba skrócenia tej drogi jest oszukiwaniem użytkownika i wyciąganiem z niego kasy.